Witaj Azjo! Autostopem przez Izrael

Warszawa

Mimo, że meldujemy się na Lotnisku Chopina po nieprzespanej nocy, to podekscytowanie wywołane zbliżającą się pierwszą podróżą na nowy kontynent nie pozwala nam odczuwać przesadnego zmęczenia. Całkiem prawdopodobne, że wyjątkowe pobudzenie jest także efektem towarzyszącego nam lekkiego stresu. Stresu bynajmniej nie wywołanego zbliżającą się perspektywą znalezienia się na wysokości ponad 10000 m nad ziemią, a raczej niepewnością, co do reakcji obsługi na zabrany przez nas bagaż. Napakowane do granic możliwości, zawierające wewnątrz namiot, plecaki mogłyby wzbudzić zainteresowanie, co bardziej dociekliwego kontrolera. Obyło się jednak bez jakichkolwiek nieprzyjemności i po sforsowaniu wszystkich wymaganych kolejek znaleźliśmy się na pokładzie gotowi do rozpoczęcia przygody.

Lotnisko Ovda

Po prawie pięciu godzinach lotu stawiamy pierwsze kroki na izraelskiej ziemi. Wita nas, jakże odmienna od polskiej, słoneczna i ciepła aura. Termometry wskazują około 15℃, ale odczuwalna temperatura jest sporo wyższa ze względu na brak wiatru i padające na nasze głowy, bez żadnych przeszkód w postaci choćby jednej chmurki, promienie słońca. Taką ucieczkę przed zimą to ja rozumiem! Samo lotnisko zbyt wielkiego wrażenia nie robi. Ot, spory hangar, przystosowany nieco do przyjmowania podróżnych z różnych stron świata. Słowo „nieco” jest tutaj jak najbardziej odpowiednie, bo ponad to, co stanowi absolutne minimum, nie uświadczymy zbyt wielu uprzyjemniających pobyt atrakcji. Ale wylądowaliśmy w końcu na lotnisku wojskowym, wcale nie oczekiwaliśmy wiele więcej, więc to, co zastaliśmy nie wywołało w nas w żadnym stopniu rozczarowania. Od razu po wejściu do środka ustawiliśmy się w jednej z kolejek prowadzących do kontroli paszportowej, jednak nasz wybór okazał się najgorszym z możliwych, gdyż do okienka (w którym oprócz sprawdzenia paszportów wypytano nas dokładnie o cel przybycia, planowane miejsca pobytu i inne sprawy związane z podróżą) dotarliśmy jako ostatni po około dwugodzinnym oczekiwaniu. Nasze humory pozostały jednak na niezmiennie wysokim poziomie i po załatwieniu wszystkich formalności udaliśmy się na pierwszą, w czasie tego wyjazdu, wylotówkę – kierunek Morze Martwe!

Droga nad Morze Martwe

Skuszeni poradami przeczytanymi na grupach internetowych zrzeszających autostopowiczów, za swój kolejny cel decydujemy się obrać miejscowość Ein Bokek leżącą nad Morzem Martwym. Według wskazań google maps, do przebycia mamy około 170 km. Biorąc pod uwagę, że ustawiamy się na środku pustyni, gdzie jakieś auto mija nas średnio co około 5-10 min, jest godzina mniej więcej 15:00, a w okolicach 17:00, o tej porze roku robi się tutaj ciemno to trzeba realnie przyznać, że nasze szanse nie prezentują się najlepiej. Ale hola, jesteśmy przecież w Izraelu! Tutaj podobno autostop działa fantastycznie! Argument na potwierdzenie tej tezy dostajemy po chwili, bo pierwszy samochód zatrzymuje się nam już na drodze prowadzącej z lotniska na wylotówkę, zmierza on jednak w przeciwnym kierunku, do Eilatu, w którym mamy zamiar się znaleźć dopiero pod koniec naszej podróży. Grzecznie dziękujemy i po chwili docieramy do miejsca, w którym ustawiamy się już w kierunku naszej dzisiejszej destynacji. Krótki moment i łapiemy swojego pierwszego stopa w Azji! Co prawda nie do Ein Bokek, a jedynie około 40 km dalej, do rozjazdówki, na której nasze drogi się rozchodzą, my zmierzamy dalej na wschód, a nasz dobroczyńca na północ do Tel Awiwu. Na drogę bezpośrednio prowadzącą wzdłuż Morza Martwego trafiamy niedługo po godzinie 16:00, a to, co widzimy na niebie napawa nas niepokojem. Słońce zaczyna się chować za górami i robi się coraz ciemniej. Dodatkowym utrudnieniem staje się dwójka kolejnych autostopowiczów, którzy docierają w to miejsce niedługo po nas i mają zamiar złapać coś w tym samym kierunku, co my. Sam przystanek, na którym oczekujemy we czwórkę nie jest też miejscówką idealną ze względu na bardzo szybko mijające nas samochody i po pewnym czasie bezskutecznego łapania, dodatkowo motywowani otaczającym nas całkowitym mrokiem, a także pojawieniem się kolejnej (!!!) dwójki autostopowiczów decydujemy się wsiąść do autobusu i za pokonanie reszty dystansu, po drobnych negocjacjach, płacimy po około 30 zł za osobę. Mamy jednak poczucie, że w kwestii autostopu wycisnęliśmy z tego dnia tyle, ile było tylko możliwe.

Ein Bokek

Autobus wysadza nas na przystanku około godziny 21:00. Już po pierwszych kilku chwilach orientujemy się, że Ein Bokek jest typowym kurortem, w którym, prawdopodobnie, oprócz plaży i dostępu do morza nie ma zbyt wielu atrakcji. Postanawiamy zatem od razu skierować się w stronę miejsca zaznaczonego w aplikacji maps.me jako „kemping” licząc, że będziemy mieli możliwość spędzenia tam nocy. Kierując się wskazaniami mapy docieramy do całkiem sporych rozmiarów, w miarę płaskiego terenu, otoczonego kamieniami i usypanymi z piasku, jakby zaporami, a na jednym z końców całego placu dostrzegamy auto i 2 rozbite namioty. Po zamienieniu dosłownie dwóch zdań z właścicielami okazuje się, że mamy do czynienia z Polakami! Z rozmowy dowiadujemy się, że rozbicie tutaj namiotu jest jak najbardziej dozwolone, a nawet polecane, gdyż nasi nowo poznani znajomi zostali do niego „odeskortowani” przez miejscową policję po tym jak zapytali, gdzie w okolicy można znaleźć miejsce na kemping. Tak więc, po pierwszym dniu Izrael wydaje się być bardzo przyjaznym miejscem dla backpackersów i możemy położyć się spać pełni nadziei na wyłącznie pozytywne przeżycia w tym pustynnym kraju 🙂

Wpis ten jest pierwszym z serii wpisów relacjonujących moją i mojego towarzysza podróży, Michała, autostopową przeprawę przez Izrael odbytą w styczniu 2018 roku, a jednocześnie pierwszym tekstem kiedykolwiek udostępnionym przeze mnie szerszemu gronu. W pełni zdaję sobie sprawę, że nie jestem pisarskim wirtuozem, a także, że brak mi doświadczenia w publikowaniu tego typu treści, ale jestem tutaj również po to, aby rozwijać się w tych kwestiach, więc wszelkie słowa konstruktywnej krytyki z wielką przyjemnością przyjmę na klatę! Liczę, że z Waszą pomocą mój styl z biegiem czasu będzie ewoluował i w niedalekiej przyszłości prezentowane w tym miejscu publikacje staną się znacznie przyjemniejsze w odbiorze. A teraz już życzę przyjemnego czytania dalszych tekstów i serdecznie pozdrawiam, Mateusz 🙂 

Dodaj komentarz

Scroll to top
%d bloggers like this: