Tel Awiw – miasto kontrastów

Autostopowanie z Jerozolimy w kierunku Tel Avivu okazuje się być niezwykle łatwe i przyjemne. Mimo, że miejscówkę na wylotówce oblegamy aż w pięć osób, to już po około 40 min wszyscy zmierzamy do swych kolejnych destynacji. Co ciekawe, pierwszą łapiącą grupę zabrał taksówkarz, oczywiście całkowicie za darmo 😀

W Tel Avivie meldujemy się około godziny 13:00 lokalnego czasu i od razu zmierzamy w stronę plaży, na której jesteśmy umówieni z dwójką Polaków, z którymi jeszcze przed chwilą szukaliśmy okazji na opuszczenie Świętego Miasta. Pierwszym przykrym zaskoczeniem tego dnia są spore fale nawiedzające całe wybrzeże, czego konsekwencją jest zakaz wchodzenia do wody, z którego zwolnieni są jedynie liczni tutaj surferzy.

Spacerując deptakiem wzdłuż linii brzegowej nie da się nie zauważyć masy młodych ludzi uprawiających przeróżne aktywności – od biegania, jazdy na rowerze, deskorolce i rolkach, po dziwną grę przypominającą tenis stołowy, z tym że…bez stołu, hmm. Tel Aviv uchodzi za jedno z najbardziej rozrywkowych miejsc w całym Izraelu i już po pierwszym kontakcie z nim nabiera się przekonania o prawdziwości tej tezy.

Najbliższe godziny mamy zamiar spędzić na błogim lenistwie, toteż wybieramy fragment plaży znajdujący się, jak początkowo sądzimy, w odpowiedniej odległości od morza wypluwającego co rusz kolejne fale i rozpoczynamy pasjonującą rozgrywkę w karty. Chwila relaksu nie trwa jednak zbyt długo, gdyż wkrótce znów zostajemy niemiło zaskoczeni, tym razem przez nagły przypływ pochłaniający całe nasze prowizoryczne obozowisko.

Po wysuszeniu ekwipunku i nacieszeniu oczu pięknym zachodem słońca opuszczamy z Michałem naszych towarzyszy i wyruszamy do Starej Jaffy – aktualnie tworzącej wraz z Tel Avivem jedną metropolię, dawniej będącej oddzielnym, starożytnym miastem. Jej historia sięga ponad 4000 lat, co jest widoczne w gęstej zabudowie i licznych zabytkach silnie kontrastujących z nowoczesnością i modernizmem Tel Avivu. Naszym pomysłem na zwiedzanie dystryktu było po prostu zgubienie się w nim i przemierzanie klimatycznych zaułków bez wyznaczonego konkretnego azymutu. Mimo, że Jaffa uchodzi za tę bardziej zacofaną część aglomeracji to uważam, że jest znacznie atrakcyjniejsza dla większości przyjezdnych, o ile nie są ukierunkowani jedynie na plażowanie. Sam spacer wąskimi, wyłożonymi kamieniami uliczkami, daje ogromną satysfakcję i porusza serce z zachwytu. Gdy dołożymy do tego możliwość odwiedzenia znajdującego się tutaj jednego z najstarszych portów świata, przyjrzenia się z bliska nieczynnej latarni morskiej, czy XII-wiecznemu meczetowi Mahamoudia, to otrzymamy przepis na niezwykle ciekawe zagospodarowanie kilku godzin swojego życia.

Ustronny kąt na nocleg udaje nam się znaleźć w ogrodzie na szczycie wzgórza będącego miejscem spotkań tutejszej młodzieży. Zasypiamy, więc przy akompaniamencie największych muzycznych hitów puszczanych z przenośnego głośnika i wąchając zapachy tlącego się grilla.

Dodaj komentarz

Scroll to top
%d bloggers like this: