Deszczowa Florencja też daje radę

Na wstępie muszę się przyznać, że moja ocena stolicy Toskanii może nie być obiektywna. Florencja spodobała mi się już przed wyjazdem, jedynie na podstawie przeczytanych opisów i obejrzanych zdjęć. Jechałem do niej zatem z wyjątkowo pozytywnym nastawieniem. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że może mi nie przypaść do gustu. Zdania nie zmieniłem nawet mimo nieprzerwanie towarzyszącego mi podczas zwiedzania deszczu. Oznacza to chyba tyle, że albo zastosowałem na sobie bardzo silną autosugestię, albo miasto faktycznie jest warte uwagi. Ocenę pozostawiam Tobie, Drogi Czytelniku.

Pierwsze chwile

Moja przygoda w stolicy Toskanii rozpoczyna się na niezbyt atrakcyjnym dworcu autobusowym, z którego udaję się do mojego hosta, supermiłej hinduski. Nandita mieszka w uroczej i spokojnej dzielnicy, bardzo niedaleko centrum. Florencja jest malutkim miasteczkiem, dlatego też wszędzie można dotrzeć w stosunkowo krótkim czasie na piechotę albo na niezwykle lubianym tutaj jako środek lokomocji rowerze. Po krótkiej wymianie kilku zdań i wstępnym zapoznaniu się, wyruszam z parasolką w dłoni szukać śladów Dantego, Machiavelliego, Michała Anioła i innych wielkich, renesansowych artystów.

Symbol miasta

Kiedyś gdzieś przeczytałem, że zwiedzanie Florencji polega na poszukiwaniu nowych i coraz to lepszych ujęć do fotografowania potężnej katedry Duomo. Teraz, na podstawie własnych doświadczeń, stwierdzam, że jest w tym bardzo wiele prawdy. Jednak żadne zdjęcie nie oddaje w pełni ogromu i majestatu tej budowli. Budowę tego jednego z największych kościołów na świecie rozpoczęto już w 1296, ale przez splot niefortunnych wypadków, a także trudność całego przedsięwzięcia, zakończono dopiero około roku 1436. Wnętrze budynku nie imponuje już tak bardzo, jest surowe i minimalistyczne. Zdecydowanie jego najciekawszym elementem jest zdobiący kopułę fresk Sądu Ostatecznego Vasariego i Zuccariego. Wejście do głównej sali jest darmowe, jednak za odwiedziny wszystkich pozostałych pomieszczeń i tarasu widokowego należy słono zapłacić. Możliwe jest wykupienie biletu łączonego za 18€.

Zgubić się jako najlepszy sposób zwiedzania

Jako, że we Florencji mam spędzić zaledwie 1,5 dnia to postanawiam leniwie po niej spacerować bez większego celu i szerokim łukiem omijać długie kolejki do największych atrakcji. Przede wszystkim chcę poczuć klimat tego “najbardziej włoskiego” z włoskich miast, a przy okazji odwiedzić kilka ciekawych miejsc, do których nie będę musiał oczekiwać wraz z tłumem innych przyjezdnych.

  • Orsanmichele – zabytkowy kościół przebudowany w 1380 roku z budowli przeznaczonej do handlu zbożem na miejsce sakralne. Z zewnątrz okalają go nisze, w których umieszczone są misternie wykonane rzeźby największych włoskich artystów.
  • Loggia del Mercato Nuovo – targowisko, na którym można kupić pamiątki i wszelkiego rodzaju tandetę. Jego najciekawszym elementem jest najpopularniejszy w mieście zwierzak, dzik Il Porcellino. Jeśli wierzyć legendzie to potarcie jego pyska powinno zapewnić każdemu powrót do Florencji w przyszłości.
  • Palazzo Vecchio – dawna siedziba rady miejskiej we Florencji. Na placu przed wejściem można podziwiać z bliska piękne rzeźby, między innymi kopię słynnego Dawida Michała Anioła. Wewnątrz najwięcej uwagi warto poświęcić Sali Pięciuset ozdobionej malowidłami Giorgo Vasariego.

Il Porcellino
“Dawid”, Michał Anioł (kopia)
Grupa Herkules i Kakus

Most dla bogatych

Miejscem, które nie sposób ominąć podczas wizyty we Florencji jest Ponte Vecchio. Nazywany również Mostem Złotników jest najstarszym mostem w mieście i łączy dwa brzegi rzeki Arno. Początkowo znajdowały się na nim kramy rzeźników, garbarzy i handlarzy ryb. Z czasem jednak, ze względu na drażniący nosy arystokracji zapach, przeniesiono w ich miejsce warsztaty jubilerów. Dzisiaj swoje sklepy mają tutaj najbardziej znane firmy jubilerskie. Wszechobecny przepych i luksusowe precjoza kuszą zewsząd przechodniów, dlatego może lepiej wybrać inny most do wspólnej przeprawy rzeki wraz z dziewczyną lub małżonką.

Ponte Vecchio

Ponte Vecchio
Ponte Vecchio

Najlepszy widok w mieście

Żeby zobaczyć najpiękniejszą panoramę Florencji trzeba trochę się spocić, bo wejście na Piazzale Michelangelo nie należy do najłatwiejszych. Po przeciwnej do centrum stronie rzeki Arno, na szczycie kilkudziesięciu stromych schodów, znajduje się plac przyciągający każdego dnia, szczególnie w okolicach zachodu słońca, setki turystów. Wysiłek jest warty podjęcia, a widok, nawet w deszczowe dni, wynagradza wcześniejsze trudy wspinaczki. Po chwili zadumy nad pięknem stolicy Toskanii warto udać się w okolice znajdującej się nieopodal bazyliki San Miniato al Monte. Jest to miejsce, dużo bardziej kameralne, nieodkryte przez większość przyjezdnych, a w mojej opinii, ze względu na panujący w nim mistycyzm, znacznie przyjemniejsze do odbycia dłuższej przerwy w czasie zwiedzania. Jeśli ma się odrobinę szczęścia, można również odwiedzić tutejszych benedyktynów podczas odprawianej przez nich cichutko mszy.

Piazzale Michelangelo
Odlew Dawida na Wzgórzu Michała Anioła
San Miniato al Monte

Jak dobrze, że potarłem pysk dzika!

Tak, Florencja mnie uwiodła, jak wielu wcześniej i na pewno wielu później. Miasto jest piękne, filmowo włoskie, pełne kolorów i przepełnione historią. Moich pozytywnych wrażeń nie była wstanie zaburzyć nawet fatalna pogoda i tłumy turystów, których tak bardzo miałem nadzieję uniknąć biorąc pod uwagę porę roku. Niecałe 2 dni to karygodnie krótki czas na wizytę w tym miejscu, więc całe szczęście, że potarłem pysk sławnego dzika zapewniając sobie tym samym powrót w szeroko pojętej przyszłości. Następnym razem będzie to jednak na wiosnę. Już pal licho jeszcze większą ilość zwiedzających na ulicach! Florencji jestem w stanie to wybaczyć 😉

Tekst jest kontynuacją mojej wycieczki z plecakiem po włoskich miastach. Jeśli chcesz poczytać jak spodobał mi się Rzym, to polecam zajrzeć tutaj!

Dodaj komentarz

Scroll to top
%d bloggers like this: